czwartek, 19 czerwca 2014

#4

Tej nocy nie spałam zbyt dobrze. Diana, stwierdziła że zostanie na noc, ale nie wiem jak ubłagałam ją żeby poszła. Szczerze nie zniosłabym jej gadki o tym jaki to zły i straszny jest Justin. Dla mnie facet, jak facet. Zrobił kilka rzeczy źle, ma niewyparzoną mordę i jest trochę...a nawet bardzo bipolarny, ale to tylko facet. A właściwie po co ja go bronię?

Około trzeciej w nocy wstałam żeby napić się soku. Odruchowo spojrzałam w okno, zamierając. Przed moim domem stał Bieber. Opierał się o swoje auto, patrzył na mnie, a ja nie mogłam się ruszyć. Po chwili odepchnął się od maski i mrugnął do mnie. Potem go już nie było. Dotknęłam swoich policzków, były gorące co świadczyło o rumieńcu, których tak bardzo nie znoszę. Poczłapałam do kuchni, napiłam się soku i wróciłam do łóżka spoglądając ostatni raz w okno. NIE BYŁO GO.

***

Rano prawie spałam na stojąco. Po nocnym wydarzeniu jeszcze bardziej nie mogłam zasnąć, co gorsza dzisiaj jeszcze idę z nim na obiad. Szkoda, że rodzice wracają dopiero jutro, bo nie lubię być sama w domu, a nie chce znowu prosić żeby Roberts tutaj przyjeżdżała. Nie lubię jej zawracać głowy, chociaż, że wiem, iż zawsze mogę na niej polegać.

Niespodziewanie usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości od...mamy. Piszę, że przedłużają wyjazd zważywszy na pewne komplikacje. Super jeszcze dłużej będę sama.


 ***


Za chwilę Justin tutaj przyjedzie. Zostało dziesięć minut do czwartej. Ubrałam na siebie czarne rurki, beżową koszulkę z kołnierzykiem i balerinki. No bo co innego miałam ubrać na obiado-randke? Dla kogoś takiego jak on sukienki to niezbyt dobry pomysł. Nie lubię kiedy patrzy na mnie jak na mięso...tak to dobre określenie...Nie chce nawet myśleć co jego chora wyobraźnia by wymyśliła, gdybym zdecydowała się na odważniejszy strój.

Był punktualnie, to dziwne. Nie wygląda na kogoś takiego.

-Cześć shawty- przywitał się ze mną.

-Bieber- skinęłam na niego głową.

Całą drogę jechaliśmy w ciszy, żadne z nas nie chciało się odezwać. Zatkało mnie, gdy zaparkowaliśmy przed „Life” czyli najdroższej restauracji w mieście. Kiedyś moja ciocia tutaj pracowała, ale nie zbyt długo utrzymała się na posadzie. Gdy usiedliśmy głos zabrał chłopak;

-Myślałem, że ubierzesz sukienkę-miał trochę zawiedzioną minę.

-A ja myślałam, że nie jesteś takim idiotą-odpyskowałem.

-A ja, że nie będziesz taką suką.- zaciskał i rozprostowywał pięści, co znaczyło że się denerwował. Nie wiem czy to źle czy dobrze....

-Dupek.

-Jebana gówniara.

-Skurwiel.-mruknęłam ponuro.

-Dziwka.

-Pan-puste-spodnie.

Jego słowa mnie bolały. Jak można coś takiego powiedzieć dziewczynie? Ja też mam uczucia...ale ja to zaczęłam. Teraz trochę żałuje. Naszą miłą-wyczujcie ten sarkazm- chwile przerwano.

-Co podać?-jakaś natapirowana, nie bardzo cycata blond lala podeszła do naszego stolika żeby przyjąć zamówienie. Pomimo ze nie miała dużych piersi to i tak obciągnęła białą, falbankowatą bluzkę.

-Ja poproszę sałatkę grecką.-mruknęłam od niechcenia.

-A ja-brunet spojrzał w kartę.-Kurczaka z estagonem.

Na jego zamówienie się wzdrygnęłam. Jak on może jeść mięso? Jestem wegetarianka od dwóch lat. Dla mnie jedzenie mięsa jest jak zabijanie planety.

Blond nietoperz odszedł pozostawiając nas samych.

-A odpowiadając...-szepnął, że ledwo go słyszałam.-Zabłysnęłaś jak chrząstka w salcesonie.

-Daj sobie spokój i idź banany prostować.- uśmiechnęłam się niewinnie, przygryzając wargi.

Obrażamy się jak jakieś głupie dzieci. Bez sensu. Wybuchłam śmiechem, co zwróciło uwagę kilku osób na mnie.

-Co?

-To jest żałosne. To jak mnie traktujesz i jak się do mnie odzywasz. Jesteś po prostu...bipolarny. Raz jesteś taki miły,a chwilę potem wyzywasz mnie od dziwek. Zrozum jedno: ja też mam uczucia-skończyłam mówić idealnie wtedy kiedy kelnerka przyniosła jedzenie.

Znowu zapadła cisza.



Justin





Czy jakoś specjalnie się przejąłem? Raczej nie. Na mnie już takie teksty nie działają. Chciałbym żeby ubrała dzisiaj jednak na siebie sukienkę...wyglądałaby gorąco. Moje myśli wzięły się stąd, że widziałem jak wczoraj się przebiera. Ta dziewczyna powinna zasuwać zasłony w oknach. Szkoda tylko, że potem w nocy mnie zauważyła. Wydaje mi się, że już ją wystraszyłem.

Gdy skończyliśmy jeść, jeszcze przez jakiś czas siedzieliśmy w restauracji aż oznajmiła, że chce już wracać. Postanowiłem przystanąć na tą propozycję.

-Bieber, mój dom jest w drugą stronę-warknęła na mnie. Kiedy skręciłem w inną stronę.

Och, jakie to seksowne panno Jonson.

-Słyszysz mnie?- warknęła

-Jesteśmy tutaj tylko my, więc trudno mi jest cię nie słyszeć.- zignorowałem jej warknięcie, nie chcąc kolejnej kłótni.

-Ugh...-wywróciła oczami.

-Nie no. My się chyba kurwa nie rozumiemy-powiedziałem zimnym głosem. Opanowanie zniknęło w ciągu setnej sekundy-Prosiłem żebyś nie wywracała na mnie oczami, dziwko.

-Ty mnie o nic nie prosiłeś-odpowiedziała, równie spokojnie.-Ty mi rozkazałeś. A rozkazywać to ty sobie możesz swoim „przyjaciółką”, nie mi.- Warknęła.

To zabawne jak taka mała gówniara może mnie wkurwić. Jednak jest w niej coś takiego przez co nie potrafię się od niej odciągnąć. Może to jej brązowe oczy, które zawsze są takie ciekawskie? Albo jej osobowość, która jest taka cholernie tajemnicza? Czasami się zastanawiam dlaczego podjąłem się zadawania się z nią. Ale to chyba dobrze, że wreszcie mam jakiś cel w życiu. Ale co do jej przezwisk...z tego raczej nie zrezygnuje.

-Słodko, shawty- mruknąłem.

-Powiesz mi gdzie jedziemy? Znowu do twoich rodziców? Nie masz własnego domu? A może to tylko stek kłamstw jaki to ty jesteś straszny i jak to bardzo się mam ciebie bać.- zaśmiała się bez humoru.

Na jej słowa zahamowałem gwałtownie, przez co ona uderzyła się w oparcie i zaczęła cicho mnie wyzywać. Jest urocza, gdy się złości. Ale jej złość nie równa się z tym jak jej słowa mnie wkurwiły. Niech się potem kurwa nie dziwi, że ją nazywam dziwką.

Trochę zajęło mi uspokojenie się. Gdy już uwolniłem swoje myśli, ruszyłem z piskiem i złamałem jakieś cztery zakazy. Jebać to wszystko.

-To odpowiesz mi gdzie jedziemy?-drążyła dalej, wciąż mnie wkurwiając.

-Do mnie. Tak mam własny dom-wywróciłem oczami.-Aż tak cię to dziwi?

-Nie-szepnęła.

Dobrze, że mało mówi. Ja też jakoś specjalnie rozmowny dzisiaj nie jestem. Błagam oby tylko chłopaków nie było. Nie mam ochoty na ich głupie gierki. Zobaczyłem pod domem auto Jamesa i Jake'a. Super.

-Chodź-otworzyłem swoje drzwi, a ona swoje.

-Mieszkasz tu?-spytała jak idiotka.

-Nie kurwa. Pod mostem. Myślałem, że to chyba logiczne.- powiedziałem, szorstkim głosem i zaśmiałem się ponuro

Weszliśmy powoli do domu. Oczywiście. Bałagan jak cholera. Dlaczego oni nie mogą chociaż raz posprzątać.

-Justin?-zawołał Jake.

-Nie kurwa! Włamywacz, który ma klucze od domu.- Westchnąłem i walnąłem się otwarta dłonią, ukazując tym dezaprobatę.

_________________________________________________________

Od Karoli:
Cześć wszystkim, więc ja tak krótko bo to rozdział Doni. Mi się bardzo podoba. Mam nadzieje, że wam też :))
proszę was skomentujcie go chcemy wiedzieć ile czyta, a tak poza tym rozdział z mojej strony oczkujcie w niedziele, chyba że nie będę miała weny, to spodziewajcie się najpóźniej w poniedziałek

Lost of Love
Karoli xoxo

Yyyy...no to ja dziękuje tylko za wejścia i za to, że ilość komentarzy spada :)))
Dziękuje za to, że czytacie. I za to, że chcę się wam czekać na nowe rozdziały. 
To tylko tyle ode mnie.
Doni x



Czytasz -komentujesz :)

Jeśli komentujesz z anonima-podpisuj się xx

niedziela, 15 czerwca 2014

#3

 ROZDZIAŁ DEDYKOWANY DLA DAVIDA :))

Odpaliłem ponowie silnik mojego mojego samochodu, już miałem jechać do domu, kiedy przypomniałem sobie... jej ukochany motor. Nie zastanawiając się długo wysiadłem z samochodu i poszedłem do domu dziewczyny. Zapukałem kilka razy i poczekałem aż, przyjdzie mi otworzyć.
-Chyba ci mówiłam, że nie chce cię już więcej widzieć- mruknęła patrząc mi w oczy. Swoja drogą ona ma całkiem ładne oczy. Justin skup się.
-Nie pytam cię, o zdanie czy chcesz czy nie.- powiedziałem szorstkim tonem i zauważyłem w jej ręku telefon .Chwyciłem go i wysłałem wiadomość na swój numer. Dziewczyna przyglądała mi się z czymś w rodzaju irytacji, zdając sobie sprawę że szybko się ode mnie nie uwolni. Uśmiechnąłem się do nie łobuzersko po czym oddałem telefon. Westchnęła ciężko.
-Coś jeszcze, czy możesz już sobie pójść.- zapytała już zamykając drzwi.
-Właście- przeciągnąłem słowo – do zobaczenia później mała.- odwróciłem się i udałem do swojego samochodu pozostawiając ją samą.

**

Dojechałem na wczorajszą stację, aby odebrać jej motor.
-Więc, mówisz że poznałeś dziewczynę i nie przeleciałeś jej.- przeżywał Jake. Tym ludziom nie da się powiedzieć czegokolwiek , i oczekiwać żeby normalnie to przyjęli.
-Nie Jake nie przeleciałem jej. Mała pyskata franca.- chłopak zachichotał
-Od kiedy nie lubisz małych pyskatych franc?-drażnił się ze mną
-Od kiedy jesteś taki dociekliwy?
-Nie przedrzeźniaj mnie- mruknął
-A tobie co okres się zbliża?
-Mogę to samo powiedzieć o tobie- zaśmiał się na co wywróciłem oczami
-nieważne- mruknąłem
Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy do kasy w małym pomieszczeniu.
-W czym mogę pomóc?- zapytał facet około 30.
-Wczoraj został tu motor mojej...koleżanki.- powiedziałem na co Jake parsknął a ja posłałem mu mordercze spojrzenie.
-Stoi tam- wskazał na mały parking, gdzie faktycznie stała wyspa Holly. Bez słowa podziękowania udaliśmy się do niego i poprowadziliśmy do samochodu. Zapakowaliśmy go i ruszyliśmy.
-Teraz gdzie?
-Teraz Daniel, a później dom Holly.

**

Nobody

Justin i Jake jechali, cichymi ulicami Stratford. Jake nucił jakąś muzykę, kiedy Justin jechał przekraczając dozwoloną prędkość. Kochał szybką jazdę. Kochał nielegalne wyścigi. Były częścią jego życia, tak jak jego praca. Jeżeli w ogóle można to nazwać pracą. Justin nie przejmował się konsekwencjami tego co robi. Bo nawet jeśli trafi do więzienia, to nie ma nic do stracenia. Jedynie rodzinę ale ich i tak rzadko słucha. Nie przejmował się tym co do niego mówili. Nigdy tego nie robił. Nie słuchał kiedy powiedział że się wyprowadza w wieku szesnastu lat. Nie słuchał kiedy mówili mu, że gangi i przemoc do niczego nie prowadzą. Jednak on nigdy nie słuchał. W ciągu tych czterech lat chłopak udoskonalał się z dnia na dzień. I to go kiedyś zabije. Nie ma osoby na której mu zależy. Może mama i Jazzy, ale one nie mogą go zmienić. Nikt nie może, albo jemu się tak wydaje.

Kiedy dojechali na wyznaczone miejsce, wysiedli z auta, ukrywając broń za paskiem spodni i przybierając kamienne, nie wzruszone miny. Kiedy podeszli do niskiego pryszczatego blondyna w krótkich niebieskich spodenkach i białej bluzce, Jake uśmiechnął się porozumiewawczo do Bieber'a na co ten mu przytaknął. Blondyn stał z wystraszoną miną, i trzymał ręce w kieszeniach prawdopodobnie wiedząc co zaraz nastąpi. Widział po minach. Chłopcy domyślili się, że Daniel- bo takie było imię chłopaka- nie ma pieniędzy.
-Daniel- mruknął Jake- jak miło cię widzieć- zaś,miał się bez humoru.
-Przyszliśmy po to co nasze, minął tydzień-powiedział Justin.
-N-nie mam-nerwowo i głośno przełknął ślinę- jeszcze pieniędzy. Będę miał za dwa dni,
-Co ty na to Jake- zapytał szatyn, ale Jake pokręcił przecząco głową
-Przykro nam ale, termin mija dziś.- zaśmiał się złowieszczo, a Justin wyjął broń zza paska spodni. Można powiedzieć, że to była ulubiona część jego „pracy”.
-Posłuchaj smarkaczu-warknął- kiedy coś bierzesz, trzeba za to zapłacić w terminie, a nie wyznaczać własne daty. Mogłeś przynieść te pieniądze i żyć w tym swoim zjebanym życiu dalej ale ty wybrałeś to.- chłopak skończył mówić a Jake zacisnął dłoń w pięść i uderzył chłopaka. Chwilę później, on leżał skulony na ziemi. Justin odblokował broń.
-Powiedz „cześć” wszystkim małym gnojkom takim jakim jesteś ty- powiedział i strzelił kilka razy w przerażonego chłopaka. Jednak on jeszcze oddychał i uniósł głowę w górę. Wtedy Jake nachylił się.
-Jutro osiemnasta to samo miejsce, masz ostatnią szansę- rzucił groźnie i kopnął go w brzuch, a Justin uczynił to samo ze zdwojoną siłą- Pamiętaj.- powiedział i odeszli.

Justin

-Pierdolone bachory wiecznie ta sama wymówka.-westchnąłem wkurwiony, ale nie mogłem zabić tego dzieciaka. To lepiej z płacących idiotów.
-Gdyby nie to, że jego stary ma tyle kasy, już dawno leżał by trzy metry pod ziemią.-westchnął Jake.
-Nie zapomnij, kim jest jego ojciec.-przypomniałem
-Facetem który, zainwestował w większość tego co bierze jego synalek.- powiedział, z irytacją w głosie.- ale ten mały pryszcz przyniesie na jutro, zawsze ma kasę na odpowiedni czas, a dziś coś się wydarzyło.
-No to jego ostatnia szansa.

**

Holly

Od kąd Justin wyszedł ode mnie z domu siedziałam z Dianą. Postanowiłam nie mówić jej o Justinie, bo znając ją zaczęłaby prawić mi kazania. Diana wierzy ludziom którzy, powiedzieli coś o Bieberze. Może dlatego że każdy wie jaki on jest. Jednak ja jest w nim coś, takiego intrygującego.
-Holly czy ty mnie słuchasz?- westchnęła Diana pstrykając mi palcami przed nosem.
-Co? A tak słucham- szczerze wyłączyłam się po tym jak wspomniała imię Dannego.
-Co powiedziałam?-uniosła brwi. Nie odpowiedziałam, na co westchnęła.
-Mówię tylko, że Danny chce do ciebie wrócić, wiesz przeprosiny, tęcze, jednorożce, kwiatki, i te wszystkie inne romantyczne rzeczy bla bla bla...
-Będzie musiał się postarać- zaśmiałam się z jej miny.
-Czekaj chyba nie chcesz, do niego wrócić?
-CO? Zwariowałaś-krzyknęłam, i wyrzuciłam ręce w powietrze.

Nobody

Diana i Holly rozmawiały jeszcze długi czas. Te dwie dziewczyny tak dobrze się rozumiały a były zupełnie inne. Jednak ich przyjaźń sięga jeszcze piaskownicy. Dorastały ze sobą dwa inne charaktery, razem są jak tornado. Diana, jest kiepska uczennica, za to Holly jedną z lepszych. Diana nie znosi motorów, Holly je kocha. Diana słucha rapu, Holly popu. Te przeciwieństwa można wymieniać jeszcze długi czas. Jednak są rzeczy dzięki którym są identyczne. Zawsze się dogadywały i rzadko kiedy kłóciły.

Dziewczyny oglądały jakąś kiepską komedię romantyczną. Kochały takie beznadziejne filmy. Zawsze śmiały się z nich do rozpuku. Ich spokojny dzień przerwał telefon. Holly odebrała z wahaniem kiedy na ekranie wyświetlił się Danny.
-Tak?-powiedziała sztucznym słodkim głosikiem.
-Holly?
-Nie święty Mikołaj-przeczesała dłonią włosy, unikając morderczego spojrzenia Diany- Czego chcesz?
-Przepr...-rozłączyła się, znając już powód dla którego dzwonił. Diana uśmiechnęła się do nie i wróciła do oglądania filmu. Podczas gdy w głowie Holly coś nie dawało jej spokoju. Wiedziała, że gdyby zaczęła go słuchać, wybaczyłaby mu. Chłopak dzwonił jeszcze pięć razy do niej i kilka razy do kuzynki ale obie nie odbierały. Holly uświadomiła sobie że jej myśli zeszły na niebezpieczny tor. Mianowicie Justin Drew Bieber. Jedno spotkanie, odmienia jej życie. Wie jaki on jest, i dobrze wie że łatwo nie odpuści. Ale ona nie jest tym przerażona, że on nie da jej spokoju, bardziej boi się o to co mogłoby się wydarzyć przez tę znajomość.

Holly

-Idę do łazienki- mruknęłam kiedy, film się skończył otrzepałam się z okruchów po chipsach, i wstałam. Myłam właśnie ręce kiedy usłyszałam mój telefon.-Diana odbierz!-krzyknęłam.
-Halo?- głos mojej przyjaciółki był nie pewny, a ona zawsze jest pewna siebie. No w przeciwieństwie do mnie. Wyszłam z łazienki- kto to?- podała mi telefon.
-Na reszcie shawty.- O nie.
-Czego chcesz Bieber?- Cholera teraz Diana mnie zabije. I za nie powiedzenie jej o nim i za to, że z nim rozmawiam. Czasami potrafi być gorsza niż moja mama. Nerwowo skubałam swoją wargę kiedy on mówił.
-Za pięć minut będę.- stwierdził.
-Jak to będziesz- zamrugałam kilkakrotnie. Świetnie.- Chyba Ci powiedziałam że nie chce cię już widzieć tak?
-Mówiłem ci już, ze nie będę się ciebie słuchał?
-Ugh... czego chcesz?
-Ciebie księżniczko- zaśmiał się jeszcze jeden głos.
-Spieprzaj- ups. Wymsknęło mi się
-Okej, ale jeśli tak to nie dostaniesz motoru z powrotem.- super zapomniałam o tym.- jak myślisz Jake ile za niego dostaniemy?- usłyszałam jak mówi do drugiej osoby.
-Jake?
-Jest ze mną.
-Coś jeszcze?- zapytałam sztucznie miła.
-Nie, ale czekaj przed domem.
-Jasne- westchnęłam i rozłączyłam się.

-Okej, co to do cholery było Holly Annie Jonson.- krzyknęła Diana, a ja się wzdrygnęłam. Ona nigdy praktycznie nie krzyczy, chyba że jest naprawdę wściekła.
-Nic, to tylko Bieber, wiesz kutas, idiota, bipolarny chuj.
-Dlaczego do ciebie dzwonił?-zapytała już normalnym tonem.
-Przywiezie mi motor-odpowiedziałam, ale brzmiało to jak pytanie.
Miała powiedzieć coś jeszcze kiedy usłyszałam warkot silnika jego samochodu.
-Chodź, chce mój motor i niech sobie idzie.
-okej-mruknęła i udałyśmy się do drzwi.

-Bieber- westchnęłam
-Jonson- naśladował mnie.
-Możesz mi oddać motor... proszę?-zapytałam słodko, kątem oka widząc jak Diana nie ufnie patrzy na mnie i Justina.
-Jasne księżniczko, ale za to wisisz mi przysługę.
-Jaką- zapytałam idąc za nim i za jego przyjacielem, zapewne Jakeiem.
-Pójdziesz, ze mną na obiad...Jutro- powiedział odstawiając wyspę i patrząc mi w oczy.
-Mam prawo wyboru?-uśmiechnął się łobuzersko.
-Nie- powiedział-jutro o szesnastej.- powiedział i odeszli do jego samochodu. Stałam tam i parzyłam do puki nie zniknął z moich oczu.
_________________________________________
Notka 1.
Okej, kochani więc mamy oto 3. Dla tego rozdziału zarwałam noc, ale trudno. Mnie się średnio podoba ale ocenę zostawiam wam. Mam ogromną prośbę, wiem że to dopiero początek opowiadania ale tak garstka osób, które to czytają proszę komentujecie. Szczerze powiem że nie wiedziałam jakie to jest ważne od kąd nie zaczęłam pisać razem z Doni. Więc bardzoo proosze komentujcie :)))). Fajnie się czyta wasze komentarze i one motywują. A teraz najważniejsze ROZDZIAŁ DEDYKOWANY DLA DAVIDA :))) który tak w ogóle popsuł sobie suprajsa XDD. No myślę że to tyle.

Lots of love
Karoli x


A teraz ode mnie;
 Ja tylko chciałam podziękowac za to 6 komenatrzy ♥
Karoli ma racje-jest nam niezmiernie miło, gdy komentujecie ;)
Jeśli ktos z was lubi 1D to zapraszam na moje pozostałe blogi; Red 
 oraz Subsistence
Jeśli komentujesz z anonima-podpisuj się! :)

See you soon
Donii x
  Czytasz=komentujesz :)

piątek, 13 czerwca 2014

#2

Cisza w samochodzie wręcz, bolała w uszy. Wierciłam się nie spokojnie na zmianę bawiąc się palcami.
-Do mojego domu- powiedział w poirytowaniu, odpowiadając na moje wcześniejsze pytanie.-A gdzie indziej?
Przełknęłam głośno ślinę, na co on zachichotał.
Nie zgwałcę cie shawty- po tych słowach odetchnęłam z ulga a cichy śmiech wydobył się z idealnych ust szatyna. Cholera Holly to nie czas i miejsce na myślenie o jego ustach.
-Ale ja nie..-nie dal mi dokończyć,kiedy wjechaliśmy na podjazd skromnego domku. Chłopak wysiadł nie czekając na mnie. Obudziłam się z mojego transu i potrząsnęłam głową.

Nie długo później stałam przed drewnianymi drzwiami domu Bieber'a.
-Chodź- po chwili wahania postawiłam nie pewnie jedna stopę na wycieraczce wewnątrz domu. Kiedy weszłam całkowicie chłopak zaśmiał się.

Dom jest utrzymywany w jasnych kolorach i tylko stare krzesło w kącie nie pasowało to całego wnętrza. -Już myślałem ze nie wejdziesz- moje policzki przyozdobił szkarłatny rumieniec.- Jaxon!
Zero odpowiedzi.

-Zapewne znowu ma te jebane słuchawki-wymamrotał sam do siebie.-Chodź -pociągnął mnie za rękę.
Poszliśmy na piętro. Było urządzone w tym samym stylu co parter. Mimo tej jakże skromności domu, prezentuje się niezwykle... Obrazy wiszące na ścianach, fotografie na komodzie, jasne meble...
Moje rozmyślanie przerwał Justin. Zaczął się cicho śmiać i nasłuchiwać dźwięków zza drzwi. Chwilę później, z ciekawości dołączyłam się do niego. Usłyszałam...TE...różne dźwięki jakie są przy...stosunku.
-Trzeba to przerwać -chłopak spoważniał i wyprostował się.-Cześć wam, mam nadzieję zabezpieczacie się chociaż -wparował do pokoju śmiejąc się.
Oni oboje -niska blondynka o niebieskich oczach i wysoki brunet o brązowych tęczówkach odskoczyli od siebie jak oparzeni.
-Wypierdalaj, Justin- jego brat-jak się domyślam ponieważ mieli te same oczy i byli bardzo podobni- mierzył go teraz nienawistnym wzrokiem. Justin uniósł ręce w geście poddania.
-Tylko nie róbcie tego więcej w domu rodziców. Błagam -mówił przez zamknięte drzwi. -Pieprz się !-krzyknął za nim.
-To mam zamiar zrobić! Na jego słowa przystanęłam.
-Co proszę?
-Nie z tobą, już mówiłem, że nie chcę cię zgwałcić -wywrócił na mnie oczami.-To były żarty. Spokojnie. Oddychaj -poprosił .
Nawet nie zauważyłam, że wstrzymuje oddech.
-Mogę jechać do domu ?-to pierwszy raz kiedy się odezwałam, od kiedy tutaj weszliśmy . -Nie, dzisiaj będziemy tutaj spać. Chyba, że wolisz jeszcze pół godziny drogi do naszego drugiego domu... -Obojętne mi to.

Czy się boje? Nie wiem. Nie czuje nic. Tak jakby przez moje ciało przeszedł paraliż i nie mogłam się ruszyć.

-Jesteś głodna? -tak jakby go to obchodziło. Wzruszyłam ramionami.
-Nie. Szczerze mówiąc to bardzo mało jem. Mama uważa, że niedługo zostanę anorektyczną. -Posłuchaj shawty -chwycił moje ramiona. Pod wpływem jego dotyku moje ciało przeszedł dreszcz. Moje zęby teraz przygryzały dolną wargę. Znowu podziwiam jego usta. Takie pełne... Holly Jonson! Ogarnij się i to natychmiast! -Na mnie głodówka nie działa, ale też nie popieram tego, więc albo zjesz sama, albo sam w ciebie to wmuszę.
Boje się go. Ale nie mogę tego okazać. Nigdy.

-Po prostu nie jestem głodna, wiec zrozum to i mnie puść-zmroziłam go wzrokiem.
-Dobra. Więc to w ciebie...- Usłyszałam otwieranie drzwi. Wnioskując po minie Biebera, on też to słyszał.
-Justin!-jakiś kobiecy głos rozniósł się po domu.-Jesteś w domu?
-Tak mamo-odpowiedział jej. Do kuchni weszła kobieta około trzydzieści siedem lat, z zmarszczkami mimicznymi i w pidżamie. Zaraz za nią weszła dziewczyna, piętnastoletnia, z słuchawkami, uśmiechem i zmęczonym wyrazem twarzy. Oni wszyscy mają te same oczy, Jednak oczy mamy Justina były niebieskie.
-Dzień dobry-powiedziałam niepewnie.
-Dzień dobry, Justin-zwróciła się do syna.-To twoja dziewczyna?
-Tak-objął mnie w tali.-Mamo to Holly, Holly to moja mama Pattie.
Cudem powstrzymałam się żeby nie strzepnąć jego ręki. Ugh...Od kiedy my jesteśmy razem? Panie Bieber, ja chętnie posłucham.
-My pójdziemy na górę, jeśli nie masz nic przeciwko-ścisnął mnie lekko.
-Miło było panią poznać-posłałam jej wymuszony uśmiech.
-Mi ciebie również.

Poszliśmy po schodach do kolejnego pokoju. Ten się wyróżniał. Na ścianach są powieszone plakaty...jakiś zespołów, ściany granatowe, duże okno w suficie. Ten dom zaskakuje mnie co raz bardziej. Nie wygląda tak jak na zewnątrz.
-Jak chcesz to tam jest łazienka-pokazał drzwi po prawej.
-Która jest godzina?-poczułam jaka jestem zmęczona.
-Coś około pierwszej. Moja mama jest milsza, gdy jest wyspana, a dziecko nie pieprzy się z dziewczyną w pokoju obok-głośno się zaśmiał. Ma taki cudowny śmiech...-Dobrze. Na pewno jesteś zmęczona.
-Yhm...a gdzie mam spać?-uniosłam brwi do góry.
-Na łóżku.
-A ty?- zapytałam trochę nie pewnie.
-Z tobą. -powiedział to takim tonem jak „idę po bułki” i wyszczerzył się.
-Nie ma mowy-pokręciłam głową. -Możesz spać na ziemi.
-Ugh...niech ci będzie-wywróciłam oczami.
-Co.Ja.Ci.Kurwa.Diwko.Mówiłem.O.Wywracaniu.Na.Mnie.Oczami? -przycisnął mnie do ściany, a jego oczu ciskały pioruny-Zawsze mogę cię jeszcze tutaj przelecieć. Moim rodzicom raczej to nie będzie przeszkadzać-warknął.

-Prze...e...przepraszam-wyszeptałam i uwolniłam się od jego uścisku.
Wręcz wybiegłam do łazienki. Wzięłam krótki prysznic, a potem ubrałam na siebie to co wcześniej. Jak to dobrze, że rodziców nie ma w domu. Chyba umarliby ze strachu o mnie. Gdy znowu weszłam do pokoju Justin już spał na łóżku. Z wahaniem podeszłam i usiadłam delikatnie na łóżku. Nie pewnie się położyłam po czym moja głowa opadła bezwładnie na miękką poduszkę pachnącą Justinem. Położyłam się wygodniej i kilka sekund później poczułam jego silne ramię owijające i przyciągające mnie do jego ciepłego torsu. Zanim się zorientowałam trwałam już w spokojnym śnie.
***
-Wstawaj-ktoś zaczął mnie szturchać, a światło dzienne zaczęło dobiegać do moich lekko otworzonych powiek.

Wszystkie wczorajsze i dzisiejszy wydarzenia do mnie wróciły. Podniosłam się szybko na łóżku.
-Cześć- Przeciągnęłam się
-Jak się spało?- nie wierze. Dobra nie bipolarna strona Biebera. OMG.
-Dobrze a tobie?- zapytałam przygryzając wargę
-Tuliłaś się do mnie jak do misia- moje policzki oblał rumieniec, a ja ukryłam twarz we włosach
-Nie żeby coś, Bieber ale to ty się do mnie przytuliłeś pierwszy.- uniosłam głowę czując że moja twarz nie przypomina wielkiego pomidora.-Możemy już wracać?- zmieniłam temat nie chcąc toczyć tamtego i spojrzałam na brązowookiego.
-Tak, chodź.

Jechaliśmy w ciszy, z jego domu też wyszliśmy bez słowa. Oprócz zapytania gdzie mieszkam i może z wyjątkiem tego, że znowu stał się wrednym kutasem i zwyzywał mnie od suk za, to że poprosiłam go otworzenie okna kiedy palił.

Zanim wysiadłam z auta, rzuciłam mu gniewne spojrzenie i powiedziałam
-Mam nadzieję, że nigdy więcej się nie zobaczymy-trzasnęłam drzwiczkami od samochodu.

Justin

Ahh te dziewczyny...szczere do bólu... ta mała wredna suka, działa mi na nerwy ale jest w niej coś co nie pozwala mi odwieść od niej myśli. Zdecydowanie spotkam się z nią jeszcze nie raz.
I to mogę obiecać. A ja obietnic dotrzymuje. ZAWSZE.
____________________________________
Co prawda ten pisałam ja, ale Karoli poprawiała, więc...
Jak chcesz być informowany to wpisz się do zakładki... zapraszam na moje inne blogi...nie wiem kiedy rozdział...kocham Justina...no chyba tyle ;
Czytasz-komentujesz x